Zanim Rafał Lemkin ukuł termin „ludobójstwo”, eksterminacja grup społecznych była powszechnie akceptowana przez prawników i władze. Konstanty Gebert bada historię ludobójstw ostatnich 120 lat, od wymordowania rdzennych mieszkańców Namibii przez Niemców, przez ludobójstwo Ormian, zbrodnie Czerwonych Khmerów, aż po współczesne prześladowania Ujgurów w Chinach. Zadaje pytania o źródła i konsekwencje tych aktów oraz o możliwości ich powstrzymania, aby hasło „Nigdy więcej” nie stało się pustym frazesem. Gebert stawia tezę, że Zagłada nie była jednorazowym wydarzeniem, a jego przemyślenia skłaniają do refleksji nad tym, co sprawia, że normalni ludzie stają się sprawcami zła. Autor przypomina, że masowy mord towarzyszy ludzkości od wieków, a ludobójstwo nie jest wynikiem przyjemności, lecz zbrodniczej przebudowy świata. Książka jest ważna dla tych, którzy przejmują się losem innych. Konstanty Gebert, dziennikarz i autor, ma bogate doświadczenie w relacjonowaniu konfliktów oraz działalności na rzecz odrodzenia życia żydowskiego w Polsce. Jest autorem wielu książek i artykułów, a także wykładowcą na renomowanych uczelniach.
Konstanty Gebert Books




Living in the Land of Ashes
- 160 pages
- 6 hours of reading
Is there Jewish life in Poland after the Shoah? Should there be? How do present-day Polish Jews, children and grand-children of survivors, relate both to the wartime horrors and to the glorious history of Polish Jewry which preceded them? Do they feel comfortable living as a tiny minority in an overwhelmingly Catholic country? How do their Polish and Jewish identities interact? How did living for forty years under Communism impact on their fate? Konstanty Gebert was a witness and participant of many of the events he describes in his collection of essays on post-war Polish Jewry. His book is an indispensable guide for all those who want to understand the Polish Jewish experience today.
Powiedzmy od razu rzecz oczywistą: w Żółkwi, i w ogóle w okupowanej przez III Rzeszę Europie, to nie zadziałało. Żaden anioł nie zstąpił do rozpalonych pieców krematoryjnych, by wybawić z nich sług Bożych, wiernych swemu Stwórcy nie mniej niż Szadrach, Meszach i Abed-nego. Kiedy na Majdanek weszły sowieckie i polskie wojska, piece te były jeszcze ciepłe, i ciepło to zostawiło na zawsze ślady na tych, którzy ich dotknęli. Ciała wrzucone do tych pieców stały się popiołem, żużlem i dymem. Pozostały po nich dym nadal unosi się w polskim powietrzu. Osiadł na naszej skórze. Mamy go w nozdrzach, w płucach i w żyłach, w szpiku naszych kości i w szarej galarecie mózgu. Nasza późna wierność naszemu Bogu zasadza się na tym, że nadal zadajemy Mu pytanie: Dlaczego?, choć wiemy już, po dziesięcioleciach milczenia, że żadna odpowiedź, jakiej umieliśmy sami, w Jego zastępstwie, udzielić, nie jest dość dobra, a innej odpowiedzi nie będzie. Niech nikt nie śmie jednak powiedzieć, że ze względu na Księgę Daniela Mania powinna była zaufać płomieniom. Wystarczyła wiedza, która ocaliła pozostałych mieszkańców schronu: że ludziom ufać nie należy, a wyjątek, swoją niezwykłością, potwierdza jedynie tę regułę. Żadna piętnastoletnia żydowska dziewczyna w 1943 roku w okupowanej Polsce nie miała prawa łudzić się, że jest inaczej. Tylko z tą świadomością możemy przystąpić do analizy biblijnego tekstu.