Książka legenda. Najpoczytniejszy kryminał napisany w czasach PRL-u. A tak naprawdę niezwykle inteligentnie opis Polski Ludowej, przebrany w str�j ni to kryminału, ni to romansu, ni to westernu. Zaczyna się od tajemniczych napad�w. Z tym, że wszyscy atakowani to bandziory. Ludowa milicja staje na głowie, by dostać jedynego sprawiedliwego, szeryfa bez twarzy, kt�ry sprawia, że ludzie zaczynają się czuć bezpieczni. Podziemny światek Warszawy rusza na wojnę. Bohater ma tylko jeden znak rozpoznawczy, niezwykłe, świetliste spojrzenie. A dodatkowo w tle historia miłosna, kt�rej osią jest Marta Majewska, niechcący wciągnięta w przestępcze życie Warszawy.
The Intellectuals' Library Series
This series delves into the heart of Polish intellectualism and erudition, exploring its evolution, influence, and societal standing. It offers a perspective on the cultural and social dynamics that shaped the elite and their thought processes. This is a journey through the history of ideas and social transformations, resonating with questions of identity and heritage.






Warszawa, ale przede wszystkim warszawka w latach 1946-1959.Kt�ż znał ją lepiej od Leopolda Tyrmanda, pisarza, publicysty, jazzmana, kobieciarza, bon- vivanta, a jednocześnie trzeźwego i uważnego obserwatora otaczającej go rzeczywistości. Człowieka, kt�ry nie zgodził się przekroczyć granic dobrego smaku, przez co na wiele lat został wykreślony nie tylko z podręcznik�w, ale i z inteligenckiej świadomości pokoleń Polak�w.Na łamach Życia towarzyskiego i uczuciowego Tyrmand bezlitośnie obnaża małość postaw środowiska inteligencji tw�rczej, pisarzy, dziennikarzy i filmowc�w, a przede wszystkim ich służalczość wobec komunist�w.
Losy młodego Polaka, którego wojenne drogi wiodą do Frankfurtu nad Menem, gdzie pracuje w jednym z hoteli jako kelner, w grupie młodzieży pochodzącej z krajów okupowanych przez Niemcy. W tym wrogim świecie odnajduje całkiem niespodziewanych sojuszników. Są nimi wszyscy, których dosięgła wspólna wojenna mitologia. Także młodzi Niemcy.Jak większość prozy Tyrmanda i ta książka oparta jest na elementach biograficznych. Jest to opis losów człowieka nieprzeciętnego, którego młodość została naznaczona przez okupację, politykę i emigrację.I jak zawsze jest to proza pisana wbrew ustalonym regułom, przedstawiająca obraz wojny nie do przyjęcia przez władze PRL. A czy do przyjęcia dzisiaj?
Diary 1954
- 400 pages
- 14 hours of reading
Through personal reflections, the diary captures the stark realities of daily life under Communist rule in Poland. Leopold Tyrmand, a survivor of World War II, provides a poignant critique of the regime's absurdities and deceptions, paralleling the experiences of other dissidents like Czeslaw Milosz and Václav Havel. Written after his newspaper was shut down for defying the Communist narrative, this work serves as a powerful testament to resistance and the struggle for truth in a repressive society.
Książka ta oferuje pełen obraz życia w socjalizmie, skupiając się na doświadczeniach inteligenta, zwłaszcza warszawiaka. W Dzienniku 1954 pojawiają się postacie takie jak Herbert, Jasienica, Kisiel i Turowicz, co nadaje kontekst i głębię relacjom. Autor, młody pisarz i znakomity obserwator, dzieli się swoimi przemyśleniami i emocjami, które prowadzą do jego późniejszej emigracji z Polski. Tyrmand opisuje Dziennik jako świadectwo dla samego siebie, odzwierciedlające jego życie, pragnienia i myśli, oraz epokę, z którą jest nierozerwalnie związany. Wskazuje na potrzebę weryfikacji swoich przekonań i możliwości, które są ograniczone przez aktualną sytuację. Nie czuje się kontemplacyjny ani nie ma daru tworzenia dla samego aktu tworzenia. Jak zauważa Kisiel, ma silną potrzebę dzielenia się swoimi myślami z innymi. Czuje się dziennikarzem z powołania, co sprawia, że jego przemyślenia szybko się dezaktualizują. Dlatego postanawia, że prowadzenie dziennika przyniesie mu ulgę.
Powieść skrojona po mistrzowsku. Wartka, choć kameralna akcja, błyskotliwe dialogi, barwne niejednoznaczne postacie. A wszystko rozgrywa się na tle malowniczego portowego miasteczka, Darłowa, zanurzonego w powojennej atmosferze niepewności i strachu w obliczu nowej władzy, likwidującej krok po kroku prywatną własność. W centrum zaś dwoje bohaterów przypadkowo zainteresowanych tym samym zaginionym dziełem sztuki: tryptykiem Eryka Pomorskiego. Ona – historyk sztuki z Warszawy, on – człowiek bez imienia, zwany Nowakiem, właściwie znikąd, dziennikarz, myślący o ucieczce z komunistycznego kraju i potajemnym wywiezieniu obrazu. Miłość komplikuje wszystko, tym bardziej, że chwilami można odnieść wrażenie, iż cicha zawzięta rywalizacja między zakochanymi zniweczy ledwo rodzące się uczucie. Tyrmand stworzył bohaterów, których przeżycia budzą u czytelników rosnące z kartki na kartkę pragnienie – aby im się powiodło, aby potrafili przełamać wszelkie bariery, a kapryśny los nie pokrzyżował ich planów...
Stanowiąca fabularną całość niedokończona mini powieść Leopolda Tyrmanda. Chwila, w której poznajemy Jana Franciszka Stukułkę, porucznika służby czynnej 305 pułku piechoty, jest cząstką drugiego dnia wojny, kiedy to Polska stała się początkowo natchnieniem świata, później zaś, pod koniec — nieodzownym elementem popularnej gry pt. „co mam zrobić z tym fantem, który trzymam w ręku?” Podążamy za porucznikiem Stukułką drogami kampanii wrześniowej, a następnie stajemy się świadkami jego działalności konspiracyjnej, dzięki której podróżujemy po okupowanej Polsce, od Warszawy przez Kraków, Wilno… Jak zwykle u Tyrmanda opowieść pełna jest celnych obserwacji , anegdot i opowiastek romansowych. Jak zwykle też dostrzegamy w nich fragmenty jego biografii. Opowieść kończy się decyzją bohatera, by wyjechać do Niemiec. Wszak najciemniej jest pod latarnią.
Tyrmand warszawski to zbi�r felieton�w o Warszawie drukowanych w latach 1946-1953 w Stolicy i Tygodniku Powszechnym. Autor powr�cił po wojnie do Polski ? gł�wnie z miłości do Warszawy. I właśnie ta miłość, z kt�rą się bynajmniej nie krył, jest osnową wszystkich jego tekst�w na temat naszej stolicy. Jego zdaniem: ?...wszystko, dziejące się poza Warszawą, było niedobre, nudne, niewłaściwe i pozbawione wdzięku?. Tezę tę z wdziękiem rozwija w felietonach.Tak samo wszystko, dziejące się w Warszawie, jest dobre, interesujące, właściwe i pełne czaru i uroku. Przykład ? proszę bardzo: gdy w Łodzi pada deszcz w Wielkanocne święta, jest to tylko i wyłącznie winą Łodzi, bo tylko w takim mieście może w Wielkanoc padać deszcz. Gdy natomiast Warszawa ma nad sobą złą pogodę w każde święta, można, a nawet należy to wybaczyć. Bowiem winna jest pogoda, a nie miasto. Na pewno. A zresztą w Warszawie, na Wielkanoc musi być ładnie...
Życie w komunizmie było piekłem, ale nie dla wszystkich. Było piekłem dla ludzi dobrej woli. Dla uczciwych. Dla rozsądnych. Dla chcących pracować z pożytkiem dla siebie i dla innych. Dla przedsiębiorczych. Dla tych, którzy chcieli coś zrobić lepiej, wydajniej, ładniej. Natomiast doskonale powodziło się w nim służalcom, oportunistom i konformistom. Tyrmand uważał komunizm za najgorszą plagę jaka spotkała ludzkość, dlatego napisał tę książkę.
Książka ta dostarcza pełnego obrazu życia w socjalizmie, szczególnie z perspektywy inteligenta warszawskiego. Na kartach „Dziennika 1954” spotykamy znane postacie, takie jak Herbert, Jasienica, Kisiel czy Turowicz. Autor, młody pisarz i znakomity obserwator, dzieli się swoją prozą i poezją, zanim zostanie na stałe usunięty z Polski. Tyrmand opisuje swój dziennik jako świadectwo dla samego siebie, dokumentujące jego życie, pragnienia, myśli oraz epokę, w której żyje. Pragnie sprawdzić swoje słuszności i możliwości, co jest utrudnione przez jego aktualną sytuację. Nie odnajduje się w kontemplacji ani w tworzeniu dla samego aktu, lecz czuje silną potrzebę dzielenia się swoimi przemyśleniami z innymi. Jako dziennikarz, jego myśli są dynamiczne i nieustannie się zmieniają, co sprawia, że nie wierzy w możliwość stworzenia dzieła sztuki, które nie byłoby skierowane do konkretnego odbiorcy. W związku z tym, postanawia, że pisanie dziennika przyniesie mu ulgę.
Leopold Tyrmand, prekursor jazzu w Polsce, odpowiada na pytanie: co to jest jazz! Książka ta nie ma charakteru ani formy podręcznika, leksykonu lub jakiegokolwiek vademecum w sprawach jazzu. Ma charakter eseju wypełnionego rozważaniami, zawierającego nieco informacji i dużo zupełnie osobistych impresji. Jest pochyleniem się nad problemem. Zagadnienie rozlewa się szeroko, obejmuje obszar ogromny, omywa różne dziedziny współczesnej kultury, wiąże się nierozerwalnie z codziennością tak jak obyczaj i sztuka przenikają się we współczesności ze zjawiskiem trudnym i socjologicznie mało zbadanym, a zwanym na co dzień życiem rozrywkowym. Czy książka ta odpowie generalnie na pytanie: co to jest jazz? Chyba nie, chociaż jej ambicją jest zawarcie i przekazanie czytelnikowi pewnego kompendium. Powstaje jednak zagadnienie, czy w ogóle można na takie pytanie odpowie-dzieć.