Iluż będzie takich śmiałych, co będą owo Taxi gonić, by gdzieś po drodze padnąć, odejść od lektury; i takich smutnych, co ponieśli kolejną klęskę, nie umieli sobie poradzić (poddali się!). Ale dla tych, co wytrwają, pozostanie zadowolenie jak po długiej, orientalnej podróży. Taksówką, oczywiście.
Autora ktoś może skojarzyć z jedną lub drugą książką poetycką – niestety, z
czasem nawiedziła go ta uprzykrzona (w pewnym wieku ponoć nagminna) plaga
reminiscencji, której stawiał opór, stroniąc od poezji, aby elementy
autobiograficzne nie rzuciły się na wiersze. Kiedy impuls sentymentalny
poszukał ujścia w zdaniach przypominających zdania prozy, bylejakość wspomnień
i „wspominków” okazała się deprymująca – niektóre z nich próbowały się
odnaleźć w pobliżu innych, nieco mniej natrętnych elementów. Fragment:
„Jeszcze raz się obudzić; wstać po jedenastej, zapalić, wrócić do łóżka za
dziesięć dwunasta, trochę drzemać, trochę śnić, słabo słysząc dzwony. Potem
relanium. Brandy z wodą, fala: „Wynurzyć się w terenie niewidzialnym”. Długi
czerwony mur. Pies. Chyba ścierwo, nie pies. Wejsuny. Dalej spać, jeszcze do
szesnastej. Napić się białego wina, ubrać się i wyjść na dwór, gdzieś usiąść.
Palić i oddychać. Napić się piwa. Głęboko oddychać. Zrobić zakupy i wrócić.
Napić się w domu; koło północy – „Halo, siostro Midnight?” – wejść w stan
doskonałego spokoju. Chłodna euforia. Kontynuować.”